Błąd w przetargu kosztuje miliony zł

wpis w: opinie, pod sliderem, samorządy | 0

Rafał Cieślak:  Nieprawidłowe zastosowanie nowego  prawa zamówień publicznych może pogrążyć  projekt

 

Od 18 kwietnia, kiedy zaczęła obowiązywać unijna dyrektywa w sprawie zamówień publicznych praktycznie nie są ogłaszane żadne nowe przetargi. Kiedy wreszcie skończy się ten przetargowy paraliż?

Najpierw nie było przepisów krajowych (nowelizacja ustawy prawo zamówień publicznych weszła w życie 28 lipca) i pomimo teoretycznej możliwości stosowania wprost dyrektywy klasycznej, samorządy wstrzymywały się z ogłaszaniem przetargów powyżej progów unijnych, obawiając się, że będą one kwestionowane przez instytucje kontrolne. Teraz ustawa weszła w życie, ale i tak szereg podmiotów wstrzymuje się z ogłaszaniem nowych postępowań. Czekają aż pierwsze duże przetargi ogłoszą inni, żeby mieć się na czym wzorować. W mojej ocenie jest to postępowanie zasadne, ponieważ ogłaszanie przetargów wiąże się z dużym ryzykiem. Nowelizacja wprowadziła szereg rewolucyjnych rozwiązań, a ich zastosowania w praktyce jednostki samorządu terytorialnego będą się uczyć pewnie co najmniej przez rok. W tym czasie pewnie nie unikną błędów.

Szczególnie wysoką cenę mogą za nie zapłacić te samorządy, które pozyskały unijne dofinansowanie.

To prawda. Najbardziej narażeni na konsekwencje błędów wynikających z niewłaściwej interpretacji przepisów są beneficjenci środków unijnych. Zarówno Komisja Europejska, jak i instytucje krajowe, zwracają szczególną uwagę na newralgiczny obszar, jakim jest udzielanie w ramach projektów różnego rodzaju zamówień. Każdy projekt może być poddany kontroli doraźnej, jeżeli instytucja zarządzająca czy pośrednicząca ma wątpliwości, czy dane zamówienie zostało przeprowadzone prawidłowo. Może wnioskować do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie tego typu audytu. Beneficjenci realizujący projekty budowlane powyżej 20 mln zł lub usługi o wartości ponad 10 mln zł, są natomiast poddawani kontroli uprzedniej, którą przeprowadza także prezes UZP. Skutki stwierdzenia nieprawidłowości najczęściej przybierają postać tzw. korekt finansowych, co wiąże się z koniecznością zwrotu unijnych środków. Nieprawidłowe zastosowanie nowych przepisów może więc pogrążyć projekt, bo błąd w wyborze wykonawcy zamówienia może kosztować miliony zł. Jednostki samorządu terytorialnego słusznie obawiają się tzw. taryfikatora, który przewiduje sztywne stawki kar za nawet drobne uchylenia. Trzeba też pamiętać, że konsekwencją uchybień może być także odpowiedzialność za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

 

Jakie są główne obszary ryzyka dla beneficjentów wynikające z nowelizacji PZP?

W mojej ocenie obszarem podwyższonego ryzyka są zamówienia in house czyli zlecanie zadań przez jednostki samorządu terytorialnego własnym podmiotom bez przetargu. Duże problemy rodzić może być poprawka zgłoszona do ustawy podczas prac parlamentarnych. Zgodnie z nią  z zamówień in house zostały wyłączone tereny niezamieszkałe, np. biura, fabryki, zakłady produkcyjne. To oznacza, że na tych obszarach trzeba będzie organizować przetargi np. na odbiór odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości. Przepisy z jednej strony są dosyć precyzyjne, z drugiej – pozostawiają kilka furtek, z których zamawiający będą korzystać. Nie ma bowiem co ukrywać, że w większości przypadków samorządy będą chciały realizować zamówienia in house. W poprzednim okresie programowania było sporo takich przedsięwzięć. Gmina pozyskiwała unijne środki, kupowała infrastrukturę, powierzała realizacje zadań operacyjnych swojej spółce. Dzisiaj tego typu operacje w przypadku obszarów niezamieszkałych będą stały pod znakiem zapytania i mogą mieć daleko idące konsekwencje dla jednostki samorządu terytorialnego. Nowelizacja przewiduje możliwość ingerencji wojewody w udzielanie zamówień in house,  wstrzymanie zawarcia umowy lub nakazanie jej unieważnienia. Jedyna rada dla zamawiających to wnikliwie zapoznać się z przepisami ustawy PZP, obserwować bacznie rynek, a także liczyć na to, że organy kontroli przynajmniej w pierwszym okresie obowiązywania nowych przepisów będą bardziej pobłażliwie traktować ewentualne błędy wynikające z problemów z interpretacją ustawy.

Czy samorządy poradzą sobie z nowymi kryteriami wyboru najkorzystniejszej oferty? Zgodnie z nowelizacją tym decydującym nie może być cena.

Kryterium ceny było powszechnie krytykowane przez rynek, teraz co do zasady w większości postępowań będzie ono stanowić jedynie 60 proc. wagi wszystkich kryteriów. Zamawiający będzie miał więc do zagospodarowania pozostałe 40 proc. Organizatorzy przetargów zawsze mieli i będą mieli nadal problem z precyzyjnym opisaniem kryteriów innych niż cena. Jeżeli wezmą pod uwagę kwestie związane z jakością, to skazują się na walkę pomiędzy wykonawcami, dużą liczbę odwołań i przewlekłość procedury. Warto więc stosować kryteria takie, jak termin realizacji usługi, dostawy, roboty budowlanej czy okres gwarancji, bo są przejrzyste i łatwe do opisania. Niemniej jednak ich waga aż 40 proc. z pewnością będzie rodziła u zamawiających praktyczne trudności. Będą musieli kalkulować, jakie inne kryteria włączyć, np. koszty serwisu, wymóg doświadczenia osób biorących udział w realizacji zamówienia.  Ciężko będzie przełamać barierę psychologiczną i przyzwyczaić się do tak różnych warunków, w których przyjdzie teraz udzielać zamówień.

Zamawiający muszą także analizować kwestie związane z zatrudnieniem osób realizujących zamówienia. Nowela wprowadziła bowiem zakaz zatrudniania ich na umowy śmieciowe. Jakie ten przepis może mieć konsekwencje?

Nowelizacja miała ułatwić dostęp do zamówień małym i średnim przedsiębiorstwom, ale ta regulacja zdecydowanie uderzy w sektor MSP. Narzucanie stosunku pracy będzie powodowało: albo brak możliwości pozyskania danego zamówienia, bo duża część pracowników jest zatrudniana na kontrakt czy sezonowo, albo zacznie się kombinowanie, np. fikcyjne zatrudnianie na umowę o pracę tylko po to, żeby spełnić warunki udziału w postępowaniu. Po dwóch miesiącach te miejsca pracy wcale nie muszą być utrzymywane. Jestem w stanie wyobrazić sobie nową działalność agencji, które wypożyczają pracowników na pół etatu na czas udziału w postępowaniu. Cel ustawodawcy zapewne nie zostanie zrealizowany, bo nie da się w naszych warunkach gospodarczych zmusić firm do określonych zachowań.

Rozmawiała Beata Lisowska